Warning: A non-numeric value encountered in /home/customer/www/iminno.com/public_html/wp-content/themes/marketing-expert/header.php on line 10
Blog Archives - Strona 9 z 14 - I'm inno! Innowacje

Category : Blog

Blog

Współpracownicy najlepszymi sędziami dla pomysłów

google

Pracownicy Google to najlepsi z najlepszych. Nic dziwnego, że mają w swoich głowach mnóstwo ciekawych pomysłów. Zasada 70-20-10 czy też 80-20 (w zależności od stanowiska) daje pracownikom czas na analizę i próbę wdrożenia własnych innowacji. Nie wszystkie pomysły są jednak dobre. Dla pomysłodawców może i są one genialne, ale rynek jest bardzo wymagający i nie każdy pomysł kończy się sukcesem. Analiza wartości rynkowej i szans na przyjęcie często jest trudna. W większości firm zajmuje mnóstwo czasu. W Google by pomysł zaczął być wdrażany wystarczy akceptacja współpracowników. Nie jest potrzebna zgoda zarządu. Wystarczy, że projekt zostanie zaakceptowany przez swego rodzaju komisję złożoną ze współpracowników. Znacznie skraca to drogę od narodzenia się pomysłu, a jego wdrożeniem.

Na wewnętrznym serwisie MOMA (Message Oriented Middleware Application) można przejrzeć setki wewnętrznych projektów i dokonać ich oceny. Ta intranetowa aplikacja jest dostępna dla pracowników zarówno z biura jak i spoza siedziby firmy (poprzez bezpieczne połączenie VPN – (Virtual Private Network). Jest to zaawansowana platforma komunikacyjna znacznie usprawniająca proces wdrażania innowacji. Poprawia ocenę projektów przez pracowników.

MOMA przede wszystkim umożliwia:

  • Komunikacjęe pomiędzy pracownikami i zespołami
  • Gromadzenie opinii i komentarzy na temat produktów Google
  • Ocenę rozwiązań zaproponowanych przez pracowników

Zalety oceny projektów przez innych pracowników Google:

Znacznie szybsze wdrażanie nowych pomysłów.

Korporacje nadmiernie biurokratyzują proces wdrożenia każdego nowego pomysłu. Długie godziny poświęcane są na przygotowywanie dokumentów do przedstawienia dla osób decyzyjnych, a przede wszystkim przełożonych. Po wstępnej akceptacji następuje ocena ewentualnego zwrotu z inwestycji, która często stanowi czyste przypuszczenia. Szczególnie w przypadku projektów innowacyjnych – w znaczeniu przełomowym. Nawet by podjąć najmniejszą decyzje trzeba poświęcić mnóstwo czasu na przerośniętą biurokratyzację. Oczywiście ma to również swoje plusy. Obrońcy powiedzą, że minimalizuje to ryzyko. Niestety znacznie wydłuża czas pomiędzy powstaniem pomysłu, a jego wdrożeniem. Założyciele Google nie mieli biznesplanu, a nawet pomysłu na przychody, a mimo wszystko są autorami przełomowej innowacji. W Google by móc zacząć wdrażać swój pomysł wystarczy akceptacjae komitetu złożonego z współpracowników. W istotny sposób redukuje to ilość tak zwanej pracy papierkowej i pozwala zaoszczędzić czas, a tym samym i pieniądze.

Ta metoda oceny innowacji jest dodatkowo narzędziem motywacji wewnętrznej

Informatycy, a myślę tu przede wszystkim o inżynierach i hackerach, to ludzie o specyficznym charakterze. Szacunek środowiska jest dla nich niezwykle istotny. Często znacznie bardziej niż tytuł menadżerski czy też wysokość pensji. Właśnie dzięki temu racje bytu buty mają projekty typu Open Source. Społeczność zbudowana wokół Linusa Torvalds stworzyła system operacyjny Linux i tysiące darmowych aplikacji, będących poważną konkurencją dla programów firmy Microsoft i wielu innych. Setki tysięcy developerów rozwija Open Sourcowe aplikacje i robi to za darmo. Zyskuje jednak szacunek środowiska, a to dla informatyków jest niezwykle istotne.
W Google pracownicy bardzo poważnie traktują swoją pracę w czasie „wolnym”, ponieważ bardzo zależy im na pozytywnej ocenie przez innych informatyków. O recenzje projektów proszą osoby mogące pochwalić się ponadprzeciętnymi osiągnięciami i doświadczeniem. Ich opinia jest niezwykle cenna i innowatorowi pozwala zdobyć szacunek środowiska.

Standaryzacja kodu

By inni pracownicy pozytywnie ocenili projekt, musi zostać dostarczony w przejrzystej formie. Pracownik musi trzymać się standardów obowiązujących w firmie, ponieważ w innym przypadku nie uzyska dla swojego projektu akceptacji innych. Dlatego można powiedzieć,
że stanowi narzędzie kontroli, które pozwala utrzymać wysoką jakość kodu źródłowego.

Read More
Blog

Zasada 70-20-10 – innowacyjność wpisana w obowiązki

Innowacyjność wpisana w obowiązki. Zasada 70-20-10

Według Merisy Mayer – wiceprezes ds Search Products & User Experience – innowacyjność to jeden z najważniejszych elementów strategii Google. Zasada 70-20-10 wpisuje ją w jeden z obowiązków pracownika szczebla menadżerskiego. Developerów i inżynierów obowiązuje analogiczna zasada 80-20, ponieważ określa ona podział czasu pracy i gwarantuje, że jego część zostanie przeznaczona na innowacje.

Innowacyjność struktury 70-20-10, a podział czasu pracy pracowników Google

MenadżerowiePracownicy techniczni
70% działalność podstawowa
20% dowolnie wybrane projekty, ale usprawniające istniejące już produkty
10% zupełnie nowe produkty i pomysły biznesowe
80% obsługa i rozwój bieżącej działalności
20% dowolnie wybrane
projekty techniczne

Źródło: B. Iyer, T.H. Davenport: Mechanizm innowacji firmy Google: rozbiór
na czynniki pierwsze
. „Harvard Business Review Polska” listopad 2008  s. 48-61

W 2006 roku Google na swojej wewnętrznej stronie internetowej chwalił się ilością produktów w wysokości 370. Według autorów raportu aż 140 narodziło się w czasie przeznaczonym na własne inicjatywy.

Pracownicy techniczni 80% swojego czasu muszą poświęcić na przydzielone projekty związane z działalnością podstawową firmy, czyli wyszukiwarką i usługami reklamowymi. Poza tym, cały pozostały czas mogą wykorzystać wybrany przez siebie pomysł. Nie są rozliczani w cyklu dziennym, tygodniowym czy też miesięcznym, więc mogą poświęcić przykładowo rok na działalność podstawową, a przez kolejne dwa miesiące realizować swoje marzenia i pracować przy swoim własnym pomyśle. Wydawałoby się, że to irracjonalne i bardzo kosztowne, ale zmniejsza to fluktuacje w firmie, a ludzie w ramach wdzięczności efektywniej pracują w swoim normalnym czasie pracy. Sprezentowanie pracownikom nawet do 30% „czasu wolnego” zwraca się firmie poprzez:

  • Wyższą innowacyjność
  • Zdobycie dodatkowej wiedzy
  • Większą lojalność pracowników

Innowacyjny podział czasu pracy sprawia, że pracownicy nie muszą odchodzić z firmy, by móc realizować swoje pomysły. Pozwala to uwolnić pokłady ich pasji i spotęgować wewnętrzną motywację. Nie jest określone, nad czym Google ma pracować, ale wynik i tak przeważnie jest korzyścią dla firmy. Pracownicy nie są zbytnio kontrolowani z wykorzystywania swoich „20 procent”, bo było by to zbyt drogie. Koszty kontroli zapewne przewyższałyby korzyści, a dodatkowo pracownicy czuli by się inwigilowani.

Jak raportuje i rozlicza się czas pracy?

Każdy pracownik musi jednak zdać co tydzień krótki raport. Opisuje w nim w kilku zdaniach, nad czym pracował; Jego praca i autorskie pomysły są poddawane ocenie przez współpracowników. Jeśli tylko projekt uzyska aprobatę współpracowników, to jest traktowany, jako oficjalny. Zyskuje tym samym finansowanie z budżetu firmy. Ocena pracownicza jest gwarantem wysokiego poziomu pomysłów, bo nikt nie chce wypaść źle w oczach kolegów z firmy. Tym samym pracownicy traktują bardzo poważnie własne projekty i wpisują się one w misję firmy.
Jak się okazuje, strategia 70-20-10 bardzo pozytywnie wpływa na innowacyjność produktową firmy.

Przykłady produktów, które narodziły się w „czasie wolnym”

  • Google Checkout (upraszczający zakupy online),
  • Google Images (narzędzie wyszukiwania zdjęć w Internecie)
  • Gmail (rewolucyjna skrzynka pocztowa)
  • Google Directory (katalogi stron uporządkowane tematycznie)
  • Google Translate (narzędzie tłumaczące obcojęzyczne treści)
  • AdSense (moduł reklamowy na stronach zewnętrznych), oraz także
  • Google News (agregator wiadomości)

Kultura organizacyjna oraz Polityka pracy w firmie Google docenia pomysły napływające od pracowników – każdego szczebla. Każdy inżynier dzięki temu jest w stanie pracować przy rozwoju dowolnie wybranego produktu. Ma do tego 20% swojego czasu i to od niego zależy, na co go wykorzysta. Jeśli podczas prac rozwiąże istotny problem, to może liczyć na premie pieniężne i szacunek ze strony swoich kolegów.

Read More
Blog

Czynniki sprzyjające innowacyjności Google

Innowacyjność Google

Sukces jest wynikiem wielu wypadkowych. Wbrew powszechnemu stwierdzeniu, sam pomysł i plan nie zawsze wystarczą, by go osiągnąć. Historia marki Google jest tego świetnym przykładem. Sami jej założyciele otwarcie przyznają, że w przypadku swojej pierwszej usługi w olbrzymim stopniu pomogło im szczęście. Odważne przedsięwzięcie było możliwe do zrealizowania, ponieważ znaleźli inwestorów, którzy mogli bardzo długo poczekać na pojawienie się jakichkolwiek zysków.

Jak spieniężyć swój pomysł?

W Polsce historia ta na pewno nie mogłaby się rozpocząć, bo każdy fundusz Venture Capital w pierwszej kolejności pyta o to o rentowność projektu w ciągu pierwszych 3 lat. Page i Brin przyznają, że w pierwszych latach życia projektu nie mieli pomysłu na dochody. Wręcz bezczelnie zignorowali ten istotny problem i skupili się na rozwoju wyszukiwarki, która będzie zupełnie darmowa. Ich nadrzędnym celem było stworzenie wysokiej jakości produktu, który pokona konkurencję i ostatecznie przyciągnie tłumy użytkowników.

Najpierw stworzyli olbrzymi popyt na swoją usługę, a dopiero później zaczęli się zastanawiać jak można na tym zarobić. Byli niesamowitymi szczęściarzami. Dlaczego? Nie da się zakwestionować tego, że sprzyjał im klimat powszechnej innowacji panujący w Dolinie Krzemowej – w lepszym miejscu nie mogli się znaleźć. Mieli wyjątkowo cierpliwych inwestorów i od samego początku tłumy użytkowników, którzy pokochali ich rozwiązanie.

Szczęście jednak nie jest czymś permanentnym i gdyby tylko to była przyczyną ich sukcesu, to najpewniej byłby on krótkotrwały. Natomiast Google udało się zdobyć długoterminową, ewolucyjną dominację. Google osiągnął ponadprzeciętny sukces i stale się rozwija. Googlersi skonstruowali przedsiębiorstwo, którego wysoki poziom innowacyjności i wzrostu nie maleje mimo olbrzymiej skali biznesu.  

Wprowadzanie na rynek produktów już w ich wczesnej fazie rozwoju

Cechą charakterystyczną produktów z Mountain View jest logo z długo obecnym podpisem „beta”. Jest to oznaczenie informujące, że produkt jest jeszcze w fazie testowej i może zawierać błędy związane chociażby z różnymi środowiskami i warunkami pracy. Google nie czeka z premierą do momentu, aż będzie on faktycznie ukończony.

Usługa Google Maps jest dostępna dla internautów od 2005 roku, a wciąż polska wersja posiada oznaczenie „beta”, czyli zgodnie ze standardowym modelem zarządzania produktami nie powinna być jeszcze dopuszczona do publiczności, ponieważ może wciąż zawierać istotne błędy. Microsoft bardzo długo nie był w stanie zrozumieć, że taka strategia może okazać się słuszna. W przypadku klasycznych biznesów nieinternetowych jest to wciąż nie do pomyślenia. Managerom ciężko wypuścić produkt, który jeszcze może sprawiać wrażenie nieukończonego.

Beta wersje produktów

Jednak doświadczenie Google’a pokazuje, że jest to słuszna praktyka. Szybkie wypuszczenie prototypu pozwala na sprawdzenie czy w ogóle ma szansę spotkać się z zainteresowaniem ze strony użytkowników. Znane są przypadki startupów, które pochłonęły olbrzymie pieniądze, długie miesiące pracy wielu osób a były wielkimi niepowodzeniami. Po zaprezentowaniu światu okazywało się, że nie odpowiadają na potrzeby użytkowników i posiadają mnóstwo kosztownych funkcji, których nikt nie potrzebuje. Przykładem może być pierwszy e-biznes Erica Ries – współzałożyciela i obecnego prezesa Imvu.com. Pochłonął aż 40 mln $ i dla inwestorów były to niestety pieniądze stracone. Po kilkunastu miesiącach ciężkiej pracy zaprezentowane zostało rozwiązanie, które nie spotkało się z rynkiem, a pieniądze zostały bezpowrotnie stracone.

Google nie popełnia takich błędów. Publikuje swoje produktu możliwie wcześnie. Nie czeka na całkowite ukończenie produktu. Wydaje wersje alpha, a następnie beta i pozwala użytkownikom ocenić rozwiązanie. Wręcz wciąga ich w proces rozwoju produktu,  a nie są to użytkownicy przeciętni. W sposób naturalny stanowią oni pionierów – świetnie zorientowanych w nowoczesnej technologii i lubiących wszelkie nowinki. Ich opinia jest niezwykle cenna. Można nawet zaryzykować stwierdzenie, że Google układaniem strategii produktowej podzielił się z użytkownikami.  Jeżeli pionierzy wyrażą dezaprobatę w stosunku do nowego projektu, to jest on szybko modyfikowany lub zamykany. Tak właśnie stało się w 2009 z rewolucyjną usługą Google Wave. Pomysł zyskał zbyt małą popularność, a większość użytkowników nie rozumiało zasady jego działania, więc Google szybko zamknął projekt, by nie tracić zasobów na produkt niemający zbytnich szans na powodzenie.

Metoda możliwie szybkiego wypuszczenia produktu i zaangażowanie użytkowników w proces rozwoju pozwala na:

  • Lepsze dopasowanie do rynku
  • Minimalizację ryzyka
  • Szybkie porzucenie projektu w przypadku zbyt małego zainteresowania, a tym samym redukcja strat

Wbrew pozorom znaczek „beta” nie zniechęca internautów, a wręcz przyciąga pionierów. Na których każdemu innowatorowi powinno bardzo zależeć.  Google potrafi podjąć z nimi dialog i skorzystać z ich opinii, by produkt finalny był jeszcze bliższy potrzebom użytkownika. Każdy Internauta może poczuć się jak pracownik Toyoty i zgłosić swój pomysł na poprawkę. Bardzo często takie pomysły są z sukcesem wdrażane. Ponadto oznaczenie beta zabezpiecza Google przed roszczeniami użytkowników w przypadku wady produktu. Użytkownik z góry wie, że produkt jest w fazie testowej i jego poziom akceptacji ewentualnych błędów jest znacznie wyższy. Błędy aplikacji są rzadko dostrzegane przez użytkownika masowego, więc otrzymuje on darmowy produkt, wysokiej jakości, bez moralnego prawa do roszczeń. Być może jest to jeden z powodów tak entuzjastycznego podejścia internautów do produktów koncernu.

Małe, proste zadania i niezależne projekty

Google posiada już olbrzymią ilość produktów, z których każdy jest od siebie niezależny. Oczywiście wszystkie stanowią część reklamowego ekosystemu, ale na przykład by korzystać z Google Maps nie trzeba być użytkownikiem poczty Gmail. Podobnie, by korzystać z poczty Gmail nie trzeba być użytkownikiem wyszukiwarki Google. Jaką korzyść daje w takim razie posiadanie tak wielu niezależnych produktów?

Posłużę się przykładem firmy Microsoft, która to przed erą Google była numerem jeden w branży IT, ot co. Najważniejszym produktem firmy jest system operacyjny Windows i pakiet narzędzi biurowych Office. W końcu, system operacyjny Windows jest już na rynku 25 lat, a jego pierwszą wersją był Windows 1.0, który swoją premierę miał w 1985 roku. Najnowszą wersję systemu stanowi Windows 7, którego premiera miała miejsce w 2009 roku. Gdyby porównać te dwa systemy z punktu widzenia użytkownika, czyli biorąc pod uwagę przede wszystkim graficzny interfejs, to widać jak wiele się zmieniło.

Różnica w graficznym interfejsie systemu Windows 1.0 i 7


Windows 1.0Windows 7
Premiera w 1985Premiera w 2009

Źródło: Opracowanie własne. Zdjęcie z Windows 1.0 pochodzi z wikipedia.org

Okres pomiędzy kolejnymi wersjami produktów Microsoft, to minimum kilkanaście miesięcy. Jest to rezultat między innymi stopnia ich skomplikowania i zależności od innych produktów z portfolio producenta. By skorzystać z Excela czy też Worda, trzeba mieć zainstalowany system Windows. Na systemie operacyjnym Linux nie da się zainstalować pakietu Office, ponieważ wymaga on do prawidłowej pracy wymaga on systemu Windows. Cykl rozwoju programów z pakietu Office jest zależny od cyklu rozwoju systemu Windows. Każda kolejna zmiana w systemie czy też pakiecie Office musi być wielokrotnie sprawdzana. Tak, by zagwarantowana była kompatybilność z innymi programami Microsoft. Wydłuża to okres testów, a tym samym koszty związane z wdrożeniem. Microsoft nie ma możliwości szybkiego i stałego wydawania ulepszeń produktów z racji na sposób produkcji i budowy swoich aplikacji.

Każda kolejna wersja produktów Microsoft jest wielkim wydarzeniem i odsłoną znacznie różniącą się od poprzedniczki. Profitem takiej sytuacji jest duże publicity, ale użytkownicy bywają sfrustrowani, bo z każdą nową wersją muszą na nowo uczyć się jej obsługi. Nawet doświadczony użytkownik systemu Windows XP może mieć problemy w Windows 7 ze skonfigurowaniem na przykład: niestandardowej sieci. Być może w najnowszej wersji systemu jest to nawet prostsze, ale trzeba się tego nauczyć od nowa, bo różnice pomiędzy systemami są zbyt duże.

Dyskretne innowacje

Google natomiast udoskonala swoje produkty w sposób ciągły. Nawet nie stara się o tym informować swoich użytkowników, ale są oni regularnie obdarowywani kolejnymi ulepszeniami. Dostają je natychmiast, gdy je opracuje. Nie muszą iść do sklepu po pudełko z nową wersją produktu. Jeżeli jest wprowadzana jakaś innowacja, to jest ona widoczna u użytkownika natychmiast po jej wypuszczeniu na rynek. Nie musi on więc ściągać z Internetu aktualizacji by móc się nią cieszyć. Dzięki temu, minimalizuje się droga pomiędzy pomysłem, a jego wprowadzeniem na rynek. Tym samym sukces innowacji Google jest pewniejszy. Jest to możliwe właśnie dzięki temu, że każdy z projektów Google stanowi samodzielny produkt, dzięki czemu cykle rozwoju produktów z portfolio Google nie są od siebie zależne. Programiści pracujący przy Google Maps nie muszą się zastanawiać, na jakim etapie prac są ich koledzy pracujący przy Google News. Upraszcza i przyspiesza to proces wdrażania innowacji.

Różnica w Graficznym Interfejsie Google Search w 1997 i 2010

Google Search Google Search
Google.stanford.edu w 1997Google.com w 2010

Źródło: Opracowanie własne. Zdjęcie z Google.stanford.edu pochodzi z serwisu archive.org

Na przestrzeni ostatnich 13 lat podstawowy produkt Google na pierwszy rzut oka nie zmienił się w sposób istotny. W zasadzie Graficzny Interfejs Użytkownika przeszedł jedynie kosmetyczne zmiany. Google znacząco usprawniło działanie wyszukiwarki implementując zapewne niezliczoną liczbę innowacji, ale nawet osoba, która korzystała z Google ostatni raz 12 lat temu, będzie umiała z niego skorzystać bez najmniejszego problemu. Nie da się tego samego powiedzieć o produktach, na przykład, firmy Microsoft.

Read More
Blog Informatyka Innowacje

Wzloty i upadki firmy Google – część druga

Google. Wzloty i upadki

Kontynuacja posta Wzloty i upadki Google. część 1

Wejście na giełdę

Wejście na giełdę przynosi olbrzymie pieniądze z oferty publicznej i jest marzeniem dla wielu przedsiębiorców. Nie było nim jednak dla właścicieli wyszukiwarki. Google nie potrzebował pieniędzy z giełdy. Miał wystarczająco duże zyski, by realizować swoje plany bez wykorzystywania środków zewnętrznych. Niestety fundusze inwestycyjne, które zainwestowały w pomysł Paga i Brina w końcu chciały zrealizować swoje zyski.

Dla pomysłodawców wyszukiwarki wejście na giełdę było zabraniem części ich niezależności oraz koniecznością opublikowania informacji o dochodowości swojego przedsięwzięcia.  Być może właśnie dlatego David Heinemeier Hansson w swoim wykładzie na Stanford University nazwał fundusze venture capital bombą z opóźnionym zapłonem.  Google weszło na giełdę 19 sierpnia 2004 z ceną nominalną 85$ za akcję, a kurs otwarcia wyniósł 100.1$. Oferta publiczna była warta 1.67 mld dolarów. Zanim Google wszedł na giełdę Larry Page napisał oficjalną wiadomość do przyszłych inwestorów, w której podkreślił, że

„Google nie jest zwykłym przedsiębiorstwem. I wcale nie zamierza się takim stać”.

Właściciele bali się kultury organizacyjnej panującej w spółkach giełdowych. Page i Brin otwarcie pisali, że Mieszanie w głowach zespołu menedżerów z powodu krótkoterminowych celów jest tak samo pozbawione sensu, jak ważenie się co pół godziny podczas odchudzania.”

Google nadal chciał być fabryką innowacji. W firmach giełdowych wiele z dobrych pomysłów, które mają perspektywy, ale wymagają dłuższego czasu na widoczne efekty, umiera z racji na konieczność przedstawienia akcjonariuszom dobrych wyników kwartalnych. Mimo wejścia na giełdę firma ma się bardzo dobrze i wyniki finansowe są godne pozazdroszczenia. Największy historyczny kurs zamknięcia wynosił 711.25$, a obecna cena akcji kształtuje się na poziomie 600$. Kapitalizacja rynkowa firmy wynosi ponad 190 mld dolarów. Jednak jakby dziś wyglądała sytuacja firmy, gdyby założyciele nie byli zmuszeni do wejścia na giełdę? Nikt nie wie. Nie wiadomo również jak długo credo firmy mówiące „Nie czyń zła” będzie aktualne, bo od 2004 na decyzje firmy ma wpływ również Wall Street.

Złe przyjęcie usługi Street View

Produkty Google nie zawsze są przyjmowane przez społeczeństwo
z entuzjazmem. Ludzie nadzwyczaj cenią swoją prywatność i nic dziwnego, że nie chcą dzielić się nią z obcymi. Od 2005 roku działa ogólnie dostępna usługa Google Earth.

Za jej pomocą internauta może przeglądać zdjęcia lotnicze i satelitarne niemal całego globu. Jest to narzędzie, które można porównać do rozwiązań wykorzystywanych wcześniej jedynie przez wywiadowcze służby specjalne. Udostępnione społeczeństwu sprawiło, że każdy może poprzez wysokiej rozdzielczości zdjęcia satelitarne spojrzeć na dowolny kawałek globu. Znane są nawet przypadki odkrycia za pomocą Google Earth tajnych baz wojskowych. Dla wielu rządów i instytucji wojskowych program ten jest wręcz solą w oku.

Poważny problem i liczne protesty użytkowników pojawiły się jednak dopiero w momencie poszerzenia go o usługę Street View. Jeżdżące po ulicach wielkich miast samochody Google fotografowały wszystko, co było w zasięgu ich kamer. Powstały trójwymiarowe obrazy ulic największych miast. Doszło do licznych przypadków naruszenia prywatności. W Internecie pojawiły się zdjęcia ludzi w kompromitujących sytuacjach. Zaprotestowali oczywiście przede wszystkim Ci, którzy nieszczęśliwie znaleźli się w obiektywie aparatów.

Czy mamy jeszcze prywatność?

Aby nie narazić się na liczne pozwy, przedsiębiorstwo musiało dostosować swoje oprogramowanie do prawa stosowanego w fotografowanych miejscach. Inżynierowie opracowali rozwiązanie, które automatycznie zamazuje ludzkie twarze oraz numery tablic rejestracyjnych. W Polsce akcję Street View rozpoczęto w 2009 roku w Warszawie i Krakowie. Generalny Inspektor Ochrony Danych osobowych od razu interweniował i zapowiedział, że będzie bacznie obserwował poczynania Google. Już sam fakt robienia zdjęć spacerującym po ulicach ludziom miał olbrzymią ilość przeciwników. Jeszcze więcej negatywnego szumu medialnego zrobiło się, gdy wyszło na jaw, że samochody Google Street View robią coś więcej niż tylko zdjęcia.

W roku 2010 wyszło na jaw, że jeżdżąc po ulicach miast skanowały niezabezpieczone sieci internetowe wi-fi. Tym samym przechwytywały prywatne dane. Sprawa wyszła na jaw, gdy w Niemczech urzędnicy postanowili sprawdzić, jakie informacje zbiera gigant z Kalifornii. Rzecznik prasowy koncernu na pytania mediów i niemieckiego rządu odpowiedział, że zaistniała sytuacja była błędem programistycznym. Trudno jednak uwierzyć, że tak olbrzymia liczba zebranych danych została niezauważona przez pracowników Google.

Mimo wielu kontrowersji związanych z tą usługą firma nie porzucił projektu. Produkt został jedynie poprawiony, by stał się bardziej akceptowalny. Street View jest obecnie wykorzystywana przez spore grono rzesze użytkowników. Nieumiejętne wprowadzenie tej usługi na pewno w wielu kręgach mocno zachwiało dobry wizerunek firmy.

Google Wave

Google Wave miał być sposobem na kolejną rewolucję w świecie internetowej komunikacji. Firma uznała, że mail jest już dość starą formą wymiany informacji i należy przyzwyczajać świat do nowego rozwiązania. Google Wave miał być integracją: poczty, serwisu społecznościowego i komunikatora internetowego. Wszystko w jednym miejscu; miało to być nowe narzędzie do komunikacji i współpracy on-line.

Premiera serwisu odbyła się w maju 2009 roku. Produkt ostatecznie dla większości internautów okazał się zbyt skomplikowany. Google uznaje się za jedną z najbardziej innowacyjnych firm na świecie, ale w przypadku Google Wave zbytni  przeskok technologiczny sprawił, że inicjatywa nie przyjęła się na dłuższą metę wśród użytkowników. Nadmierna ilość nowych opcji i informacji była źródłem klęski nowego produktu.

Znalazłem się wśród jednych z pierwszych użytkowników Google Wave i przyznam, że rozwiązanie to miało bardzo atrakcyjny interfejs, ale po kilku minutach zrezygnowałem z korzystania z niego. Ciężko było dostrzec dokładnie sprecyzowane przeznaczenie. W kwietniu 2010 roku Google na swoim blogu ogłosił, że ta jest ta forma komunikacji radykalnie różni się od tych, które dotychczas znano, oraz zaprzestaje jej rozwoju, jako samodzielnego produktu. Na uwagę zasługuje szybkość podjęcia decyzji o zaprzestaniu prac nad produktem. Nie spotkał się z potrzebami rynku, więc po 13 miesiącach od premiery zakończono nad nim prace.


Read More
Blog Informatyka Innowacje Zarządzanie

Wzloty i upadki Google. część 1

Google. Wzloty i upadki

Wprowadzanie innowacji to szansa na ponadprzeciętne zyski, ale również
i ponadprzeciętne ryzyko. Nie wszystkie pomysły udaje się z sukcesem wprowadzić na rynek. Nawet Google miewa z tym problemy.

  • Język chiński i rosyjski zbyt trudny dla amerykańskiego giganta

Choć Google przez większość Internautów postrzegany jest, jako synonim możliwości dotarcia do każdej informacji, to nie jest tak wszędzie. By trafnie odpowiedzieć na pytanie użytkownika wyszukiwarka musi je rozumieć. Ojczyzną tej wielkiej światowej korporacji są Stany Zjednoczone, dlatego w krajach anglojęzycznych wyszukiwarka nie ma problemu ze znalezieniem właściwej odpowiedzi na zadane pytania. W zasadzie jej pozycja jest trudna do zagrożenia przez konkurencje (Yahoo, Bing). Są jednak kraje, w których Google wyraźnie przegrywa
z lokalnymi rywalami. Największym na pewno są Chiny, gdzie króluje serwis Baidu.com.

Najpopularniejsze serwisy w Chinach według Alexa Rank

Źródło: Opracowanie własne na podstawie http://www.alexa.com/topsites/countries/CN

W Chinach jest dopiero na piątym miejscu według szanowanego
przez informatyków Alexa Rank. W Rosji serwis Gzajmuje czwarte miejsce. Pierwsze miejsce należy do lokalnej wyszukiwarki yandex.ru. Przegrana na tych rynkach wynika z trudności w nauce języków przez algorytmy wyszukiwarki. Nie wszystko da się przetłumaczyć dosłownie, a duża ilość idiomów i słów dwuznacznych znacząco to komplikuje. Pismo Chińskie składa się z około 50 000 znaków. Ponadto słowa nie zawsze są oddzielone spacjami. Dla komputera zrozumienie takiego tekstu jest trudne.

Oczywiście nie może to przyćmić faktu, że Google oferuje swoją usługę
w ponad 110 językach i w większości krajów jest bezkonkurencyjna. Można zaobserwować również ciekawe ruchy tego seriwsu mające na celu umocnienie swojej pozycji. W 2005 roku rozpoczęta została praca nad maszyną tłumaczącą, która obecnie jest znana, jako usługa Google Translate. Jest to zaawansowany słownik, w którym użytkownik w przypadku, gdy nie jest zadowolony z zaproponowanego tłumaczenia lub zna lepsze, to może je zaproponować. Tym samym platforma jest w stanie za darmo zbierać terabajty danych, które z każdą kolejną poprawką internauty, zbliżają go do idealnych tłumaczeń.
Prawdopodobnie jest to element strategii, która w długim terminie może pomóc zdobyć pozycję pozycje lidera również w Rosji i Chinach.

Google video

Przykładem niepowodzenia może być również usługa Google Video, która miała być odpowiedzią na sukces właścicieli Youtube.com. Serwis ten w ciągu kilku miesięcy przyciągnął ponad 50 milionów użytkowników.

Google z racji na charakter swojej podstawowej usługi musiał widzieć nowy trend w Internecie. Był jednym z pierwszych, którzy dostrzegli zwiększającą się popularność amatorskich filmów video. Szybko wystartował ze swoim własnym serwisem działającym na analogicznej zasadzie w stosunku do youtube.com. Projekt Google Video nie przyjął się i prawdopodobnie kosztował Google olbrzymie pieniądze. Hosting filmów jest drogi z racji na olbrzymie transfery danych które generują oglądający je użytkownicy. Google pogodził się z porażką swojej usługi, ale nie poddał się w swoim dążeniu do zdobycia silnej pozycji na rynku portali Video.

W październiku 2006 roku po prostu kupił Youtube.com za 1,65 mld dolarów. Choć technologicznie był zdolny stworzyć identyczne rozwiązanie, to postanowił zapłacić tak wysoką cenę za społeczność zgromadzoną wokół portalu youtube.com.

Afera z United Airlines

Jak duży wpływ na otaczający nas świat ma Google można było zaobserwować na początku września 2009 roku. W serwisie Google News pojawiła się informacja o poważnych kłopotach finansowych potężnej linii lotniczej United Airlines. Tekst pojawił się z racji na błąd programistyczny. Informacja powinna mieć charakter archiwalny, bo wiadomość dotyczyła roku 2002. Wtedy to United Airlines faktycznie miał bardzo poważne kłopoty finansowe. Niestety wielu inwestorów informacje potraktowało, jako aktualną i zaczęło panicznie wyprzedawać akcje.

Kurs lotniczej firmy zanurkował i z 12.3$ spadł do 3$. Ludzie tak bardzo wierzą i ufają serwisom internetowym Google’a, że nawet nie próbowali zweryfikować informacji w innych źródłach. Oczywiście, gdy tylko informacja została zdementowana, kurs wrócił do swojej poprzedniej wysokości, ale inwestorów mogło to kosztować .nawet miliard dolarów.
Była to nauczka dla wielu, ale i prezentacja siły informacji zamieszczanych w serwisach prowadzonych przez Google.

Jeśli zainteresował Cię ten artykuł, zapraszam do lektury jego 2 części


Read More
1 7 8 9 10 11 14