Category : Innowacje

Informatyka Innowacje Lifehack

iPad + Velcro

Ciekawe rozwiązanie właściwie nie tylko dla posiadaczy iPadów.

Ciekaw jestem czy faktycznie można z tego tak swobodnie korzystać jak jest to przedstawione na filmiku reklamowym. Na rynku polskim spotkałem się z podobnym rozwiązaniem firmy Pentagram, ale w wersji „komórkowej”. 😉

Read More
Blog Informatyka Innowacje Zarządzanie

Polityka pracy w firmie Google

Polityka pracy w Google

Zarówno w Dolinie Krzemowej jak i w Google nie wszystkie produkty okazują się sukcesem. Większość kończy swój żywot na pierwotnym etapie rozwoju produktu. W koszu. Jak Google uformowana jest polityka pracy, i jakie działania przynoszą mu tak spektakularny sukces?

Firmy panicznie boją się porażek produktowych. Stawiają jedynie
na rozwiązania, które w sposób maksymalny mają ograniczone ryzyko. Większość przedsiębiorców uważa, że pracownik nie ma prawa się pomylić, a gdy to zrobi należy go karać by sytuacja się nie powtórzyła. To zabija innowacyjność oraz kreatywność pracowników, bo przez to również oni w swoich pomysłach minimalizują ryzyko nieprzyjemnych konsekwencji.

Akceptacja wysokiego poziomu porażek

Google oczywiście bardzo dokładnie analizuje szanse powodzenia lub porażki nowych produktów, jednak pozwala swoim pracownikom czasem się pomylić. Wie, że prawdziwe przełomowe innowacje zazwyczaj idą w parze z porażkami. Chcąc być firmą tak innowacyjną trzeba zaakceptować, konieczność stawiania na wiele koni. Google mając tak olbrzymie zyski może sobie pozwolić nawet na duży procent niepowodzeń i stwarza tym samym środowisko, w którym pracownicy nie boją się eksperymentować. Według Merissy Mayer (szefowa produktów związanych
z wyszukiwarką) w Google aż 80% stanowią produkty nieudane. Według klasycznych przedsiębiorców byłoby to uważane za olbrzymią porażkę, a Google uznaje to za rzecz normalną dla firmy, która chce mieć w swoim portfolio przełomowe innowacje.

Ta akceptacja wysokiego poziomu procentowego porażek wydaje się być dobrą praktyką wyniesioną z Doliny Krzemowej. Jest to jedno z nielicznych miejsc na świecie, gdzie przedsiębiorca nawet po spektakularnej porażce wciąż może liczyć na znalezienie kolejnego inwestora. Być może obecnie w czasach kryzysu sytuacja nie wygląda tak jak kilkanaście lat temu, ale ta akceptacja porażek mogła mieć wpływ na powstanie w Dolinie Krzemowej aż tak imponującej liczby przedsiębiorstw informatycznych i teleinformatycznych (obecnie ponad 700).

Fundusze Venture Capital obecne w Dolinie Krzemowej doskonale rozumieją, że ponadprzeciętne zyski wiążą się z akceptacją ponadprzeciętnego ryzyka. Przedsiębiorcy wiedzieli, że inwestorzy są w stanie pozwolić im na odważniejsze pomysły niż gdziekolwiek indziej i dlatego właśnie tam lokowali swoje marzenia, które przerodziły się w spektakularne innowacje. Google przyjął podobną strategię wewnątrz firmy. Pracownicy mogą sobie pozwolić na większe ryzyko i tym samym ich pomysły częściej stanowią przełomowe innowacje.

Odmienne podejście do praw autorskich

Google wprawdzie jest firmą szanującą prawa autorskie, ale przyjął specyficzną filozofię w stosunku do ich przestrzegania. Wprowadził innowację procesową na poziomie weryfikacji praw do umieszczanych w Internecie treści. Google pozwala użytkownikom na umieszczenie w Internecie wszystkiego. Nie kontroluje zamieszczanych przez użytkowników materiałów. Zaznacza jednak, że każdy może zgłosić naruszenie prawa i wtedy podejmuje odpowiednie kroki. Gdy opublikowany materiał faktycznie narusza czyjeś prawa autorskie, to jest zazwyczaj usuwany w przeciągu godziny od zgłoszenia. Dzięki temu bez niepotrzebnych kosztów mogły rozwijać się serwisy: youtube.com, Street View i Google Books.

Kontrolowanie legalności zamieszczanych treści firma przeniosła na użytkowników swoich serwisów oraz właścicieli praw autorskich. Dzięki temu zaoszczędził koszt zatrudnienia niewyobrażalnej liczby osób, które jako pracownicy Google musieliby weryfikować legalność umieszczanych treści. Co minutę na serwisie youtube.com umieszczanych jest ponad 10 godzin filmów. Koszt weryfikacji materiałów filmowych w inny sposób byłby olbrzymi. Blokowałby swobodny rozwój produktów.

Polityka pracy a analityczne podejście do nowych pomysłów.

Google niewątpliwie ma coś, czego nie ma nikt inny. Największą na świecie bazę danych o internautach. W krajach rozwiniętych z Internetu korzysta praktycznie każdy. W 2010 roku według prognoz liczba użytkowników Internetu będzie wynosić 1,6 mld. On zna potrzeby tych ludzi. Niewiele osób zdaje sobie sprawę z tego jak wiele informacji o nich zbiera firma z Kalifornii. Google śledzi i analizuje zapytania wpisane w wyszukiwarce, kliknięcia w reklamy i linki na stronach internetowych. Dzięki temu jest w stanie obserwować trendy i weryfikować swoje pomysły na setkach milionów użytkowników. Dzięki posiadanym informacjom zna potrzeby internautów. Tak olbrzymiej bazy danych z potrzebami internautów nie ma nikt inny. Zebrane dane są regularnie analizowane przez pracowników firmy i na ich podstawie podejmowane są najważniejsze decyzje dotyczące innowacji. W mniejszej skali tak analityczne podejście do nowych pomysłów może zastosować każdy. Częścią zebranych informacji Google dzieli się z szerszą publicznością poprzez produkt nazwany Google Trends.

Google Search Volume index dla słowa google

Źródło: Opracowanie własne

Jest to narzędzie, które pozwala zaobserwować występujące w Internecie trendy. Powyższy wykres przedstawia trend dla słowa kluczowego „Google”. Według niego wyraźnie rośnie popularność firmy. Górna część wykresu pokaz uje ilość zapytań w wyszukiwarce Google dla słowa kluczowego „Google”. Dolna część przedstawia natomiast ilość publikacji internetowych w których pojawiło się szukane słowo. Narzędzie Google Trends pokazuje również z jakich państw oraz miast pochodziły zapytania oraz jakim językiem posługiwali się internauci zwracający się z zapytaniem. Umiejętne wykorzystanie zebranych danych może wspomóc decyzje biznesowe każdej firmy.

Google zbiera dane o użytkownikach przede wszystkim poprzez:

  • Swoją wyszukiwarkę internetową – każde słowo wpisane w wyszukiwarce jest zapisywane w logach serwisu Google i brane pod uwagę w analizach firmy.
  • AdWords – firma analizuje wydatki na reklamę internetową. Bada, na jakie frazy reklamodawcy wydają pieniądze. Po kwotach budżetów reklamowych Google jest w stanie określić potencjał poszczególnych słów kluczowych.
  • Pocztę Gmail – automaty Google analizują treść odbieranych i wysyłanych maili. Nie musisz być użytkownikiem Gmail, by treść maili była znana narzędziom analitycznym firmy. Wystarczy, że wysyłasz mail do osoby, która korzysta z konta pocztowego firmy Google.

Nie każdy internauta korzysta z tej wyszukiwarki tak jak i nie każdy przedsiębiorca korzysta z reklamy internetowej za pośrednictwem kampanii AdWords. Część osób robi to świadomie. Celem jest walka z inwigilacją ze strony giganta z Kalifornii. Jednak niekorzystanie z produktów Google wcale nie jest równoznaczne z tym, że nie zna on naszych zachowań. Wśród właścicieli stron internetowych bardzo popularne jest narzędzie analityczne firmy Google oraz reklama AdSense, gdyż oba powyższe produkty są bardzo popularne w Internecie. By z nich skorzystać, właściciel musi dokleić do kodu swojej strony internetowej krótki kod Javascript. W ten sposób, Google ma wgląd w to co robią internauci na stronach www, które do niego nie należą.

Poprzez narzędzie Google Analytics zbierane są dane ze stron www dotyczące:

  • Ilości odwiedzin
  • Średniego czasu spędzonego na stronie
  • Ilości nowych użytkowników strony
  • Krajów z których internauci wchodzą na daną stronę www
  • Systemu operacyjnego, nazwy i wersji przeglądarki – z której korzystają zaglądające na stronę osoby
  • Szybkości i rodzaju połączenia internetowego, a także
  • Strony internetowej z której internauta został skierowany

Jak wiadomo, są to olbrzymie ilości danych, które poddane analizie są w stanie dać odpowiedzi na wiele cennych pytań. Co ważne – wyniki badań przeprowadzanych przez to przedsiębiorstwo przedstawia się pracownikom firmy w czasie rzeczywistym. Są tym samym znacznie cenniejsze niż tradycyjne badania marketingowe. Na wyniki badań ankietowych czeka się znacznie dłużej, ich koszt jest większy a obarczone są zazwyczaj błędami wynikającymi chociażby ze złej konstrukcji pytań.

Google ma pozycję lidera w świecie Internetu, więc i ilość zebranych przez niego danych jest największa. Olbrzymia skala posiadanych przez Google danych pozwala dostrzec nisze, których przy badaniach na próbie 1000 czy nawet 10 000 internautów nie da się zauważyć. Sergey Brin i Larry Page badania mogą przeprowadzać na milionach, a nawet dziesiątkach milionów osób.

Według wielu ludzi wiedza to władza. Google ma na swoich serwerach niewyobrażalną ilość informacji na temat internautów. Daje mu to olbrzymią wiedzę na temat naszych zachowań, potrzeb, trendów oraz nisz rynkowych. Zapewne dlatego w 2010 roku Page i Brin zajęli piąte miejsce w rankingu Najpotężniejszych Ludzi Świata (wg magazynu Forbes). Wyprzedził ich jedynie: Barack Obama, prezydent Chin Hu Jintao, Władimir Putin oraz Ben S. Bernake.

Poza bazami danych dotyczących internautów Google korzysta z analizy informacji przepływających wewnątrz firmy; Część z tych analiz jest publikowana na wewnętrznym intranetowym serwisie zwanym MOMA. Nie ma jednak oficjalnych wypowiedzi mówiących, co dokładnie przedstawiają.

Polityka pracy – powiązane posty

Read More
Blog Informatyka Innowacje

Wzloty i upadki firmy Google – część druga

Google. Wzloty i upadki

Kontynuacja posta Wzloty i upadki Google. część 1

Wejście na giełdę

Wejście na giełdę przynosi olbrzymie pieniądze z oferty publicznej i jest marzeniem dla wielu przedsiębiorców. Nie było nim jednak dla właścicieli wyszukiwarki. Google nie potrzebował pieniędzy z giełdy. Miał wystarczająco duże zyski, by realizować swoje plany bez wykorzystywania środków zewnętrznych. Niestety fundusze inwestycyjne, które zainwestowały w pomysł Paga i Brina w końcu chciały zrealizować swoje zyski.

Dla pomysłodawców wyszukiwarki wejście na giełdę było zabraniem części ich niezależności oraz koniecznością opublikowania informacji o dochodowości swojego przedsięwzięcia.  Być może właśnie dlatego David Heinemeier Hansson w swoim wykładzie na Stanford University nazwał fundusze venture capital bombą z opóźnionym zapłonem.  Google weszło na giełdę 19 sierpnia 2004 z ceną nominalną 85$ za akcję, a kurs otwarcia wyniósł 100.1$. Oferta publiczna była warta 1.67 mld dolarów. Zanim Google wszedł na giełdę Larry Page napisał oficjalną wiadomość do przyszłych inwestorów, w której podkreślił, że

„Google nie jest zwykłym przedsiębiorstwem. I wcale nie zamierza się takim stać”.

Właściciele bali się kultury organizacyjnej panującej w spółkach giełdowych. Page i Brin otwarcie pisali, że Mieszanie w głowach zespołu menedżerów z powodu krótkoterminowych celów jest tak samo pozbawione sensu, jak ważenie się co pół godziny podczas odchudzania.”

Google nadal chciał być fabryką innowacji. W firmach giełdowych wiele z dobrych pomysłów, które mają perspektywy, ale wymagają dłuższego czasu na widoczne efekty, umiera z racji na konieczność przedstawienia akcjonariuszom dobrych wyników kwartalnych. Mimo wejścia na giełdę firma ma się bardzo dobrze i wyniki finansowe są godne pozazdroszczenia. Największy historyczny kurs zamknięcia wynosił 711.25$, a obecna cena akcji kształtuje się na poziomie 600$. Kapitalizacja rynkowa firmy wynosi ponad 190 mld dolarów. Jednak jakby dziś wyglądała sytuacja firmy, gdyby założyciele nie byli zmuszeni do wejścia na giełdę? Nikt nie wie. Nie wiadomo również jak długo credo firmy mówiące „Nie czyń zła” będzie aktualne, bo od 2004 na decyzje firmy ma wpływ również Wall Street.

Złe przyjęcie usługi Street View

Produkty Google nie zawsze są przyjmowane przez społeczeństwo
z entuzjazmem. Ludzie nadzwyczaj cenią swoją prywatność i nic dziwnego, że nie chcą dzielić się nią z obcymi. Od 2005 roku działa ogólnie dostępna usługa Google Earth.

Za jej pomocą internauta może przeglądać zdjęcia lotnicze i satelitarne niemal całego globu. Jest to narzędzie, które można porównać do rozwiązań wykorzystywanych wcześniej jedynie przez wywiadowcze służby specjalne. Udostępnione społeczeństwu sprawiło, że każdy może poprzez wysokiej rozdzielczości zdjęcia satelitarne spojrzeć na dowolny kawałek globu. Znane są nawet przypadki odkrycia za pomocą Google Earth tajnych baz wojskowych. Dla wielu rządów i instytucji wojskowych program ten jest wręcz solą w oku.

Poważny problem i liczne protesty użytkowników pojawiły się jednak dopiero w momencie poszerzenia go o usługę Street View. Jeżdżące po ulicach wielkich miast samochody Google fotografowały wszystko, co było w zasięgu ich kamer. Powstały trójwymiarowe obrazy ulic największych miast. Doszło do licznych przypadków naruszenia prywatności. W Internecie pojawiły się zdjęcia ludzi w kompromitujących sytuacjach. Zaprotestowali oczywiście przede wszystkim Ci, którzy nieszczęśliwie znaleźli się w obiektywie aparatów.

Czy mamy jeszcze prywatność?

Aby nie narazić się na liczne pozwy, przedsiębiorstwo musiało dostosować swoje oprogramowanie do prawa stosowanego w fotografowanych miejscach. Inżynierowie opracowali rozwiązanie, które automatycznie zamazuje ludzkie twarze oraz numery tablic rejestracyjnych. W Polsce akcję Street View rozpoczęto w 2009 roku w Warszawie i Krakowie. Generalny Inspektor Ochrony Danych osobowych od razu interweniował i zapowiedział, że będzie bacznie obserwował poczynania Google. Już sam fakt robienia zdjęć spacerującym po ulicach ludziom miał olbrzymią ilość przeciwników. Jeszcze więcej negatywnego szumu medialnego zrobiło się, gdy wyszło na jaw, że samochody Google Street View robią coś więcej niż tylko zdjęcia.

W roku 2010 wyszło na jaw, że jeżdżąc po ulicach miast skanowały niezabezpieczone sieci internetowe wi-fi. Tym samym przechwytywały prywatne dane. Sprawa wyszła na jaw, gdy w Niemczech urzędnicy postanowili sprawdzić, jakie informacje zbiera gigant z Kalifornii. Rzecznik prasowy koncernu na pytania mediów i niemieckiego rządu odpowiedział, że zaistniała sytuacja była błędem programistycznym. Trudno jednak uwierzyć, że tak olbrzymia liczba zebranych danych została niezauważona przez pracowników Google.

Mimo wielu kontrowersji związanych z tą usługą firma nie porzucił projektu. Produkt został jedynie poprawiony, by stał się bardziej akceptowalny. Street View jest obecnie wykorzystywana przez spore grono rzesze użytkowników. Nieumiejętne wprowadzenie tej usługi na pewno w wielu kręgach mocno zachwiało dobry wizerunek firmy.

Google Wave

Google Wave miał być sposobem na kolejną rewolucję w świecie internetowej komunikacji. Firma uznała, że mail jest już dość starą formą wymiany informacji i należy przyzwyczajać świat do nowego rozwiązania. Google Wave miał być integracją: poczty, serwisu społecznościowego i komunikatora internetowego. Wszystko w jednym miejscu; miało to być nowe narzędzie do komunikacji i współpracy on-line.

Premiera serwisu odbyła się w maju 2009 roku. Produkt ostatecznie dla większości internautów okazał się zbyt skomplikowany. Google uznaje się za jedną z najbardziej innowacyjnych firm na świecie, ale w przypadku Google Wave zbytni  przeskok technologiczny sprawił, że inicjatywa nie przyjęła się na dłuższą metę wśród użytkowników. Nadmierna ilość nowych opcji i informacji była źródłem klęski nowego produktu.

Znalazłem się wśród jednych z pierwszych użytkowników Google Wave i przyznam, że rozwiązanie to miało bardzo atrakcyjny interfejs, ale po kilku minutach zrezygnowałem z korzystania z niego. Ciężko było dostrzec dokładnie sprecyzowane przeznaczenie. W kwietniu 2010 roku Google na swoim blogu ogłosił, że ta jest ta forma komunikacji radykalnie różni się od tych, które dotychczas znano, oraz zaprzestaje jej rozwoju, jako samodzielnego produktu. Na uwagę zasługuje szybkość podjęcia decyzji o zaprzestaniu prac nad produktem. Nie spotkał się z potrzebami rynku, więc po 13 miesiącach od premiery zakończono nad nim prace.


Read More
Blog Informatyka Innowacje Zarządzanie

Wzloty i upadki Google. część 1

Google. Wzloty i upadki

Wprowadzanie innowacji to szansa na ponadprzeciętne zyski, ale również
i ponadprzeciętne ryzyko. Nie wszystkie pomysły udaje się z sukcesem wprowadzić na rynek. Nawet Google miewa z tym problemy.

  • Język chiński i rosyjski zbyt trudny dla amerykańskiego giganta

Choć Google przez większość Internautów postrzegany jest, jako synonim możliwości dotarcia do każdej informacji, to nie jest tak wszędzie. By trafnie odpowiedzieć na pytanie użytkownika wyszukiwarka musi je rozumieć. Ojczyzną tej wielkiej światowej korporacji są Stany Zjednoczone, dlatego w krajach anglojęzycznych wyszukiwarka nie ma problemu ze znalezieniem właściwej odpowiedzi na zadane pytania. W zasadzie jej pozycja jest trudna do zagrożenia przez konkurencje (Yahoo, Bing). Są jednak kraje, w których Google wyraźnie przegrywa
z lokalnymi rywalami. Największym na pewno są Chiny, gdzie króluje serwis Baidu.com.

Najpopularniejsze serwisy w Chinach według Alexa Rank

Źródło: Opracowanie własne na podstawie http://www.alexa.com/topsites/countries/CN

W Chinach jest dopiero na piątym miejscu według szanowanego
przez informatyków Alexa Rank. W Rosji serwis Gzajmuje czwarte miejsce. Pierwsze miejsce należy do lokalnej wyszukiwarki yandex.ru. Przegrana na tych rynkach wynika z trudności w nauce języków przez algorytmy wyszukiwarki. Nie wszystko da się przetłumaczyć dosłownie, a duża ilość idiomów i słów dwuznacznych znacząco to komplikuje. Pismo Chińskie składa się z około 50 000 znaków. Ponadto słowa nie zawsze są oddzielone spacjami. Dla komputera zrozumienie takiego tekstu jest trudne.

Oczywiście nie może to przyćmić faktu, że Google oferuje swoją usługę
w ponad 110 językach i w większości krajów jest bezkonkurencyjna. Można zaobserwować również ciekawe ruchy tego seriwsu mające na celu umocnienie swojej pozycji. W 2005 roku rozpoczęta została praca nad maszyną tłumaczącą, która obecnie jest znana, jako usługa Google Translate. Jest to zaawansowany słownik, w którym użytkownik w przypadku, gdy nie jest zadowolony z zaproponowanego tłumaczenia lub zna lepsze, to może je zaproponować. Tym samym platforma jest w stanie za darmo zbierać terabajty danych, które z każdą kolejną poprawką internauty, zbliżają go do idealnych tłumaczeń.
Prawdopodobnie jest to element strategii, która w długim terminie może pomóc zdobyć pozycję pozycje lidera również w Rosji i Chinach.

Google video

Przykładem niepowodzenia może być również usługa Google Video, która miała być odpowiedzią na sukces właścicieli Youtube.com. Serwis ten w ciągu kilku miesięcy przyciągnął ponad 50 milionów użytkowników.

Google z racji na charakter swojej podstawowej usługi musiał widzieć nowy trend w Internecie. Był jednym z pierwszych, którzy dostrzegli zwiększającą się popularność amatorskich filmów video. Szybko wystartował ze swoim własnym serwisem działającym na analogicznej zasadzie w stosunku do youtube.com. Projekt Google Video nie przyjął się i prawdopodobnie kosztował Google olbrzymie pieniądze. Hosting filmów jest drogi z racji na olbrzymie transfery danych które generują oglądający je użytkownicy. Google pogodził się z porażką swojej usługi, ale nie poddał się w swoim dążeniu do zdobycia silnej pozycji na rynku portali Video.

W październiku 2006 roku po prostu kupił Youtube.com za 1,65 mld dolarów. Choć technologicznie był zdolny stworzyć identyczne rozwiązanie, to postanowił zapłacić tak wysoką cenę za społeczność zgromadzoną wokół portalu youtube.com.

Afera z United Airlines

Jak duży wpływ na otaczający nas świat ma Google można było zaobserwować na początku września 2009 roku. W serwisie Google News pojawiła się informacja o poważnych kłopotach finansowych potężnej linii lotniczej United Airlines. Tekst pojawił się z racji na błąd programistyczny. Informacja powinna mieć charakter archiwalny, bo wiadomość dotyczyła roku 2002. Wtedy to United Airlines faktycznie miał bardzo poważne kłopoty finansowe. Niestety wielu inwestorów informacje potraktowało, jako aktualną i zaczęło panicznie wyprzedawać akcje.

Kurs lotniczej firmy zanurkował i z 12.3$ spadł do 3$. Ludzie tak bardzo wierzą i ufają serwisom internetowym Google’a, że nawet nie próbowali zweryfikować informacji w innych źródłach. Oczywiście, gdy tylko informacja została zdementowana, kurs wrócił do swojej poprzedniej wysokości, ale inwestorów mogło to kosztować .nawet miliard dolarów.
Była to nauczka dla wielu, ale i prezentacja siły informacji zamieszczanych w serwisach prowadzonych przez Google.

Jeśli zainteresował Cię ten artykuł, zapraszam do lektury jego 2 części


Read More
Aplikacje Blog Informatyka Innowacje Zarządzanie

AdMob – Google i reklama internetowa

Admob a reklama internetowa

Rynek reklamy internetowej jest zdominowany przez firmę Google. Przychody wraz z jego rozwojem zapewne będą dynamicznie rosły. Google postanowił wyjść poza ekrany wyświetlaczy domowych komputerów i wkroczyć w rynek reklamy mobilnej (wdrażając nową usługę –
AdMob), czyli reklamy poprzez wyświetlacze telefonów komórkowych. Google wierzy w tą formę reklamy i mocno wkracza w jej obszar poprzez:

  • System operacyjny Android
  • Przejęcie firmy AdMob

Android to system operacyjny dla wszelkich urządzeń przenośnych.
Przede wszystkim dla telefonów komórkowych typu smartfon, ale niewykluczone, że będzie miał coraz większy udział na rynków tabletów PC i notebooków. Projekt nie należy do powstałych wewnątrz firmy. W 2005 roku Google dokonał przejęcia firmy Android Inc.

Poprzez rozwój systemu operacyjnego Android Google zyskał platformę,
która ma coraz większe znaczenie na rynku telefonii komórkowej.
Google wkroczył z impetem na ten rynek. Zamiast tworzyć rozwiązanie sprzętowe, które będzie konkurować z telefonami Nokii, Apple czy też Motorola, zaoferował producentom telefonów skorzystanie z Android. Oczywiście nie wszyscy z zachwytem przyjęli propozycję. Jednak dzięki zbudowaniu wokół systemu Android olbrzymiej społeczności programistów, którzy tworzą nowe aplikacje, zyskał przewagę nad konkurencją. Obecnie na rynku aplikacji Android dostępnych jest ponad 100 000 programów.

AdMob i duopol technologii

Ani system operacyjny Nokii ani Motoroli nie może konkurować z rozwiązaniem Google. Jedynie Apple oferuje konkurencyjny AppStore, ale jest on dostępny jedynie dla użytkowników telefonów Apple. Google stworzył uniwersalną platformę dostępną dla wszystkich producentów telefonów komórkowych.

Popularyzacja Androida zabezpiecza pozycję Google na rynku reklamy mobilnej. Ponadto Google by się na nim utrzymać nie musi konkurować sprzętowo. Konkuruje poprzez to, co robi najlepiej, czyli produkty programistyczne.

AdMob również stał się częścią firmy Google poprzez przejęcie. Został zakupiony w listopadzie 2009 roku za kwotę 750 milionów dolarów. Tym samym Google wkroczył na rynek reklamy komórkowej typu display, umieszczanej na stronach przeglądanych poprzez urządzenia mobilne jak również wewnątrz aplikacji mobilnych. Jak duży wpływ na decyzje zakupowe ma reklama prezentowana na wyświetlaczach telefonów komórkowych – trudno ocenić. Jest to stosunkowo nowa forma reklamy.

Należy nadmienić jednak fakt, że w trzecim kwartale 2009 roku przychody Google z reklamy mobilnej wyniosły 1 miliard dolarów. Oczywiście miał na to na pewno wpływ nie sam AdMob, ale również rosnąca popularność systemu Android. Google jest od wielu lat pionierem w rozwoju nowych rozwiązań technologicznych, ale na sukces wpływa również proces. Napisałem o tym tu – Czynniki sprzyjające innowacyjności Google

Read More
1 3 4 5 6 7 8