Category : Informatyka

Informatyka Innowacje Zarządzanie

Ile wart jest człowiek w gospodarce opartej na wiedzy?

Czy już to widzisz? Kurs akcji dokonał 7 września śmiesznego skoku.

Wykres przedstawia cenę akcji Oracle. Między zamknięciem w piątek, 3 września 2010 r., a otwarciem we wtorek, 7 września widać olbrzymi skok. Przez weekend Oracle poinformował, że Mark Hurd został zatrudniony jako wice prezez Oracle. Stało się to około miesiąc po tym jak Mark zrezygnował ze stanowiska CEO HP w wyniku skandalu personalnego.

Skok w cenie akcji przełożył się na wzrost kapitalizacji rynkowej Oracle o około 8 mld USD.  Ponieważ Larry Ellison jest właścicielem około 1,15 mld akcji spółki, jego osobisty majątek netto wzrósł o 1,6 miliardy dolarów! Widać, że właściciel Oracle już dzień po zatrudnieniu Hurda może sobie pogratulować.

Czemu decyzja była tak świetnym ruchem? Wiedza ma olbrzymią wartość

HP i Oracle to bezpośredni konkurenci w bardzo ważnym dla obu firm rynku. Jest to wręcz jednoznaczne z tym, że Hurd jako były konkurent, już i tak bardzo wiele wie o Oracle. Oznacza to również, że Oracle stracił niebezpiecznego rywala, a zyskał przyjaciela z olbrzymią wiedzą o bezpośrednim konkurencie.

Wiedza jednego człowieka może być warta fortunę. W dzisiejszej gospodarce wiedza i innowacje stanowią najcenniejszą wartość dodaną.

Read More
Informatyka Innowacje Zarządzanie

Lean Startup – jak skutecznie wdrażać startupy.

Zastanawiam się ile osób w Polsce korzysta z tego nowatorskiego podejścia do wdrażania projektu.

Lean Startup to nowe podejście do rozwoju produktów i rynków. Szczególnie interesujące dla przedsiębiorców internetowych. Jest kombinacją Agile Software Development, Customer Development i aktualnych platform softwarowych (Zazwyczaj FOSS – Free and open source software). Jej ojcem zdaje się, że jest Eric Ries (IMVU). Co do tego nie jestem pewny, ale z jego wykładu dowiadziełem się o Lean Startup.

Lean Startaup jest w opozycji do modelu Waterfall w którym to znamy problem i znamy rozwiązanie. Metoda ta jest dobra w przypadku tradycyjnego biznesu, gdzie sposób na rozwiązanie podjętego problemu jest znany.

Metodologia Waterfall

Metodologia Waterfall

Jest to powszechna metoda rozwoju produktu.  Jednak według Erica 6 na 10 projektów IT powstających w ten sposób, kończy swój żywot porażką.  Sam zresztą takie niepowodzenie przeżył i tym sposobem stracił 40mln $ swoich inwestorów.

Czemu jego pierwszy startup mimo olbrzymiego kapitału nie odniósł sukcesu?

Bo po bardzo długim i kosztownym procesie tworzenia aplikacji, okazało się że użytkownicy go po prostu nie lubią. Banalne? Oczywiście, ale każdy startupowiec ma to samo podejście. „Skoro ja uważam, że to genialny pomysł, to ludzie na pewno pokochają to”

Eric wybił się poprzez projekt IMVU. Jest to Chat 3D, czyli możliwość konwersacji w nowym wirtualnym świecie. Plan określał skończenie tego produktu w 6 miesięcy. Co jest wręcz nie do pomyślenia. Jednak udało się to zrobić. Efekt oczywiście nie był zadowalający i Eric wręcz wstydził się pokazać to konsumentom. Byli jednak tacy którzy zapłacili i założyli konto w nowym świecie IMVU. Mimo tego, że serwis był jeszcze pełny bugów. Pierwsi klienci są bardzo ważni. To skarbnica wiedzy. To użytkownicy wizjonerzy z którymi trzeba rozmawiać! Mają często lepszą wizję produktu niż założyciele. 😉 To dzięki prowadzeniu ciągłego dialogu z tymi użytkownikami Eric osiągnął sukces.

Między innymi na wnioskach z tego szalonego sukcesu opierają się założenia Lean Startup:

  • Jak najszybszym wypuszczeniu prototypu. Nawet jeśli wciąż jest pełny błędów. Priorytetem jest jak najszybsze zebranie opinii.
  • Stale utrzymuj kontakt z klientem. Szczególnie z pierwszymi klientami, czyli pionierami. To oni jako pierwsi weryfikują naszą koncepcje, a dzięki dialogowi z nimi jesteśmy w stanie wprowadzić istotne poprawki.
  • Cele jeśli chodzi o dochody – już od pierwszego dnia
  • Żadnej skalowalności produktu dopóki nie pokażą się przychody.  Wiele startupów buduje infrastrukturę na miliony użytkowników, a ostatecznie ma problem z przyciągnięciem choćby 100.
  • Przyjmij, że ostateczni klienci i funkcję są nieznane.

Lean Startup

Proces Lean Startup w maksymalny sposób korzysta z rozwoju poprzez użytkowników, a wiadomo że klient nasz pan. Czym szybciej pokażemy im prototyp tym bardziej zredukujemy ewentualne straty i wprowadzimy konieczne poprawki.

Efekt? IMVU w pierwszym roku działalności miał 10mln dolarów dochodu, a obecnie ma ponad 90 mln użytkowników (źródło: wiki).

Read More
Informatyka Innowacje Lifehack

iPad + Velcro

Ciekawe rozwiązanie właściwie nie tylko dla posiadaczy iPadów.

Ciekaw jestem czy faktycznie można z tego tak swobodnie korzystać jak jest to przedstawione na filmiku reklamowym. Na rynku polskim spotkałem się z podobnym rozwiązaniem firmy Pentagram, ale w wersji „komórkowej”. 😉

Read More
Blog Informatyka Innowacje Zarządzanie

Polityka pracy w firmie Google

Polityka pracy w Google

Zarówno w Dolinie Krzemowej jak i w Google nie wszystkie produkty okazują się sukcesem. Większość kończy swój żywot na pierwotnym etapie rozwoju produktu. W koszu. Jak Google uformowana jest polityka pracy, i jakie działania przynoszą mu tak spektakularny sukces?

Firmy panicznie boją się porażek produktowych. Stawiają jedynie
na rozwiązania, które w sposób maksymalny mają ograniczone ryzyko. Większość przedsiębiorców uważa, że pracownik nie ma prawa się pomylić, a gdy to zrobi należy go karać by sytuacja się nie powtórzyła. To zabija innowacyjność oraz kreatywność pracowników, bo przez to również oni w swoich pomysłach minimalizują ryzyko nieprzyjemnych konsekwencji.

Akceptacja wysokiego poziomu porażek

Google oczywiście bardzo dokładnie analizuje szanse powodzenia lub porażki nowych produktów, jednak pozwala swoim pracownikom czasem się pomylić. Wie, że prawdziwe przełomowe innowacje zazwyczaj idą w parze z porażkami. Chcąc być firmą tak innowacyjną trzeba zaakceptować, konieczność stawiania na wiele koni. Google mając tak olbrzymie zyski może sobie pozwolić nawet na duży procent niepowodzeń i stwarza tym samym środowisko, w którym pracownicy nie boją się eksperymentować. Według Merissy Mayer (szefowa produktów związanych
z wyszukiwarką) w Google aż 80% stanowią produkty nieudane. Według klasycznych przedsiębiorców byłoby to uważane za olbrzymią porażkę, a Google uznaje to za rzecz normalną dla firmy, która chce mieć w swoim portfolio przełomowe innowacje.

Ta akceptacja wysokiego poziomu procentowego porażek wydaje się być dobrą praktyką wyniesioną z Doliny Krzemowej. Jest to jedno z nielicznych miejsc na świecie, gdzie przedsiębiorca nawet po spektakularnej porażce wciąż może liczyć na znalezienie kolejnego inwestora. Być może obecnie w czasach kryzysu sytuacja nie wygląda tak jak kilkanaście lat temu, ale ta akceptacja porażek mogła mieć wpływ na powstanie w Dolinie Krzemowej aż tak imponującej liczby przedsiębiorstw informatycznych i teleinformatycznych (obecnie ponad 700).

Fundusze Venture Capital obecne w Dolinie Krzemowej doskonale rozumieją, że ponadprzeciętne zyski wiążą się z akceptacją ponadprzeciętnego ryzyka. Przedsiębiorcy wiedzieli, że inwestorzy są w stanie pozwolić im na odważniejsze pomysły niż gdziekolwiek indziej i dlatego właśnie tam lokowali swoje marzenia, które przerodziły się w spektakularne innowacje. Google przyjął podobną strategię wewnątrz firmy. Pracownicy mogą sobie pozwolić na większe ryzyko i tym samym ich pomysły częściej stanowią przełomowe innowacje.

Odmienne podejście do praw autorskich

Google wprawdzie jest firmą szanującą prawa autorskie, ale przyjął specyficzną filozofię w stosunku do ich przestrzegania. Wprowadził innowację procesową na poziomie weryfikacji praw do umieszczanych w Internecie treści. Google pozwala użytkownikom na umieszczenie w Internecie wszystkiego. Nie kontroluje zamieszczanych przez użytkowników materiałów. Zaznacza jednak, że każdy może zgłosić naruszenie prawa i wtedy podejmuje odpowiednie kroki. Gdy opublikowany materiał faktycznie narusza czyjeś prawa autorskie, to jest zazwyczaj usuwany w przeciągu godziny od zgłoszenia. Dzięki temu bez niepotrzebnych kosztów mogły rozwijać się serwisy: youtube.com, Street View i Google Books.

Kontrolowanie legalności zamieszczanych treści firma przeniosła na użytkowników swoich serwisów oraz właścicieli praw autorskich. Dzięki temu zaoszczędził koszt zatrudnienia niewyobrażalnej liczby osób, które jako pracownicy Google musieliby weryfikować legalność umieszczanych treści. Co minutę na serwisie youtube.com umieszczanych jest ponad 10 godzin filmów. Koszt weryfikacji materiałów filmowych w inny sposób byłby olbrzymi. Blokowałby swobodny rozwój produktów.

Polityka pracy a analityczne podejście do nowych pomysłów.

Google niewątpliwie ma coś, czego nie ma nikt inny. Największą na świecie bazę danych o internautach. W krajach rozwiniętych z Internetu korzysta praktycznie każdy. W 2010 roku według prognoz liczba użytkowników Internetu będzie wynosić 1,6 mld. On zna potrzeby tych ludzi. Niewiele osób zdaje sobie sprawę z tego jak wiele informacji o nich zbiera firma z Kalifornii. Google śledzi i analizuje zapytania wpisane w wyszukiwarce, kliknięcia w reklamy i linki na stronach internetowych. Dzięki temu jest w stanie obserwować trendy i weryfikować swoje pomysły na setkach milionów użytkowników. Dzięki posiadanym informacjom zna potrzeby internautów. Tak olbrzymiej bazy danych z potrzebami internautów nie ma nikt inny. Zebrane dane są regularnie analizowane przez pracowników firmy i na ich podstawie podejmowane są najważniejsze decyzje dotyczące innowacji. W mniejszej skali tak analityczne podejście do nowych pomysłów może zastosować każdy. Częścią zebranych informacji Google dzieli się z szerszą publicznością poprzez produkt nazwany Google Trends.

Google Search Volume index dla słowa google

Źródło: Opracowanie własne

Jest to narzędzie, które pozwala zaobserwować występujące w Internecie trendy. Powyższy wykres przedstawia trend dla słowa kluczowego „Google”. Według niego wyraźnie rośnie popularność firmy. Górna część wykresu pokaz uje ilość zapytań w wyszukiwarce Google dla słowa kluczowego „Google”. Dolna część przedstawia natomiast ilość publikacji internetowych w których pojawiło się szukane słowo. Narzędzie Google Trends pokazuje również z jakich państw oraz miast pochodziły zapytania oraz jakim językiem posługiwali się internauci zwracający się z zapytaniem. Umiejętne wykorzystanie zebranych danych może wspomóc decyzje biznesowe każdej firmy.

Google zbiera dane o użytkownikach przede wszystkim poprzez:

  • Swoją wyszukiwarkę internetową – każde słowo wpisane w wyszukiwarce jest zapisywane w logach serwisu Google i brane pod uwagę w analizach firmy.
  • AdWords – firma analizuje wydatki na reklamę internetową. Bada, na jakie frazy reklamodawcy wydają pieniądze. Po kwotach budżetów reklamowych Google jest w stanie określić potencjał poszczególnych słów kluczowych.
  • Pocztę Gmail – automaty Google analizują treść odbieranych i wysyłanych maili. Nie musisz być użytkownikiem Gmail, by treść maili była znana narzędziom analitycznym firmy. Wystarczy, że wysyłasz mail do osoby, która korzysta z konta pocztowego firmy Google.

Nie każdy internauta korzysta z tej wyszukiwarki tak jak i nie każdy przedsiębiorca korzysta z reklamy internetowej za pośrednictwem kampanii AdWords. Część osób robi to świadomie. Celem jest walka z inwigilacją ze strony giganta z Kalifornii. Jednak niekorzystanie z produktów Google wcale nie jest równoznaczne z tym, że nie zna on naszych zachowań. Wśród właścicieli stron internetowych bardzo popularne jest narzędzie analityczne firmy Google oraz reklama AdSense, gdyż oba powyższe produkty są bardzo popularne w Internecie. By z nich skorzystać, właściciel musi dokleić do kodu swojej strony internetowej krótki kod Javascript. W ten sposób, Google ma wgląd w to co robią internauci na stronach www, które do niego nie należą.

Poprzez narzędzie Google Analytics zbierane są dane ze stron www dotyczące:

  • Ilości odwiedzin
  • Średniego czasu spędzonego na stronie
  • Ilości nowych użytkowników strony
  • Krajów z których internauci wchodzą na daną stronę www
  • Systemu operacyjnego, nazwy i wersji przeglądarki – z której korzystają zaglądające na stronę osoby
  • Szybkości i rodzaju połączenia internetowego, a także
  • Strony internetowej z której internauta został skierowany

Jak wiadomo, są to olbrzymie ilości danych, które poddane analizie są w stanie dać odpowiedzi na wiele cennych pytań. Co ważne – wyniki badań przeprowadzanych przez to przedsiębiorstwo przedstawia się pracownikom firmy w czasie rzeczywistym. Są tym samym znacznie cenniejsze niż tradycyjne badania marketingowe. Na wyniki badań ankietowych czeka się znacznie dłużej, ich koszt jest większy a obarczone są zazwyczaj błędami wynikającymi chociażby ze złej konstrukcji pytań.

Google ma pozycję lidera w świecie Internetu, więc i ilość zebranych przez niego danych jest największa. Olbrzymia skala posiadanych przez Google danych pozwala dostrzec nisze, których przy badaniach na próbie 1000 czy nawet 10 000 internautów nie da się zauważyć. Sergey Brin i Larry Page badania mogą przeprowadzać na milionach, a nawet dziesiątkach milionów osób.

Według wielu ludzi wiedza to władza. Google ma na swoich serwerach niewyobrażalną ilość informacji na temat internautów. Daje mu to olbrzymią wiedzę na temat naszych zachowań, potrzeb, trendów oraz nisz rynkowych. Zapewne dlatego w 2010 roku Page i Brin zajęli piąte miejsce w rankingu Najpotężniejszych Ludzi Świata (wg magazynu Forbes). Wyprzedził ich jedynie: Barack Obama, prezydent Chin Hu Jintao, Władimir Putin oraz Ben S. Bernake.

Poza bazami danych dotyczących internautów Google korzysta z analizy informacji przepływających wewnątrz firmy; Część z tych analiz jest publikowana na wewnętrznym intranetowym serwisie zwanym MOMA. Nie ma jednak oficjalnych wypowiedzi mówiących, co dokładnie przedstawiają.

Polityka pracy – powiązane posty

Read More
Blog Informatyka Innowacje

Wzloty i upadki firmy Google – część druga

Google. Wzloty i upadki

Kontynuacja posta Wzloty i upadki Google. część 1

Wejście na giełdę

Wejście na giełdę przynosi olbrzymie pieniądze z oferty publicznej i jest marzeniem dla wielu przedsiębiorców. Nie było nim jednak dla właścicieli wyszukiwarki. Google nie potrzebował pieniędzy z giełdy. Miał wystarczająco duże zyski, by realizować swoje plany bez wykorzystywania środków zewnętrznych. Niestety fundusze inwestycyjne, które zainwestowały w pomysł Paga i Brina w końcu chciały zrealizować swoje zyski.

Dla pomysłodawców wyszukiwarki wejście na giełdę było zabraniem części ich niezależności oraz koniecznością opublikowania informacji o dochodowości swojego przedsięwzięcia.  Być może właśnie dlatego David Heinemeier Hansson w swoim wykładzie na Stanford University nazwał fundusze venture capital bombą z opóźnionym zapłonem.  Google weszło na giełdę 19 sierpnia 2004 z ceną nominalną 85$ za akcję, a kurs otwarcia wyniósł 100.1$. Oferta publiczna była warta 1.67 mld dolarów. Zanim Google wszedł na giełdę Larry Page napisał oficjalną wiadomość do przyszłych inwestorów, w której podkreślił, że

„Google nie jest zwykłym przedsiębiorstwem. I wcale nie zamierza się takim stać”.

Właściciele bali się kultury organizacyjnej panującej w spółkach giełdowych. Page i Brin otwarcie pisali, że Mieszanie w głowach zespołu menedżerów z powodu krótkoterminowych celów jest tak samo pozbawione sensu, jak ważenie się co pół godziny podczas odchudzania.”

Google nadal chciał być fabryką innowacji. W firmach giełdowych wiele z dobrych pomysłów, które mają perspektywy, ale wymagają dłuższego czasu na widoczne efekty, umiera z racji na konieczność przedstawienia akcjonariuszom dobrych wyników kwartalnych. Mimo wejścia na giełdę firma ma się bardzo dobrze i wyniki finansowe są godne pozazdroszczenia. Największy historyczny kurs zamknięcia wynosił 711.25$, a obecna cena akcji kształtuje się na poziomie 600$. Kapitalizacja rynkowa firmy wynosi ponad 190 mld dolarów. Jednak jakby dziś wyglądała sytuacja firmy, gdyby założyciele nie byli zmuszeni do wejścia na giełdę? Nikt nie wie. Nie wiadomo również jak długo credo firmy mówiące „Nie czyń zła” będzie aktualne, bo od 2004 na decyzje firmy ma wpływ również Wall Street.

Złe przyjęcie usługi Street View

Produkty Google nie zawsze są przyjmowane przez społeczeństwo
z entuzjazmem. Ludzie nadzwyczaj cenią swoją prywatność i nic dziwnego, że nie chcą dzielić się nią z obcymi. Od 2005 roku działa ogólnie dostępna usługa Google Earth.

Za jej pomocą internauta może przeglądać zdjęcia lotnicze i satelitarne niemal całego globu. Jest to narzędzie, które można porównać do rozwiązań wykorzystywanych wcześniej jedynie przez wywiadowcze służby specjalne. Udostępnione społeczeństwu sprawiło, że każdy może poprzez wysokiej rozdzielczości zdjęcia satelitarne spojrzeć na dowolny kawałek globu. Znane są nawet przypadki odkrycia za pomocą Google Earth tajnych baz wojskowych. Dla wielu rządów i instytucji wojskowych program ten jest wręcz solą w oku.

Poważny problem i liczne protesty użytkowników pojawiły się jednak dopiero w momencie poszerzenia go o usługę Street View. Jeżdżące po ulicach wielkich miast samochody Google fotografowały wszystko, co było w zasięgu ich kamer. Powstały trójwymiarowe obrazy ulic największych miast. Doszło do licznych przypadków naruszenia prywatności. W Internecie pojawiły się zdjęcia ludzi w kompromitujących sytuacjach. Zaprotestowali oczywiście przede wszystkim Ci, którzy nieszczęśliwie znaleźli się w obiektywie aparatów.

Czy mamy jeszcze prywatność?

Aby nie narazić się na liczne pozwy, przedsiębiorstwo musiało dostosować swoje oprogramowanie do prawa stosowanego w fotografowanych miejscach. Inżynierowie opracowali rozwiązanie, które automatycznie zamazuje ludzkie twarze oraz numery tablic rejestracyjnych. W Polsce akcję Street View rozpoczęto w 2009 roku w Warszawie i Krakowie. Generalny Inspektor Ochrony Danych osobowych od razu interweniował i zapowiedział, że będzie bacznie obserwował poczynania Google. Już sam fakt robienia zdjęć spacerującym po ulicach ludziom miał olbrzymią ilość przeciwników. Jeszcze więcej negatywnego szumu medialnego zrobiło się, gdy wyszło na jaw, że samochody Google Street View robią coś więcej niż tylko zdjęcia.

W roku 2010 wyszło na jaw, że jeżdżąc po ulicach miast skanowały niezabezpieczone sieci internetowe wi-fi. Tym samym przechwytywały prywatne dane. Sprawa wyszła na jaw, gdy w Niemczech urzędnicy postanowili sprawdzić, jakie informacje zbiera gigant z Kalifornii. Rzecznik prasowy koncernu na pytania mediów i niemieckiego rządu odpowiedział, że zaistniała sytuacja była błędem programistycznym. Trudno jednak uwierzyć, że tak olbrzymia liczba zebranych danych została niezauważona przez pracowników Google.

Mimo wielu kontrowersji związanych z tą usługą firma nie porzucił projektu. Produkt został jedynie poprawiony, by stał się bardziej akceptowalny. Street View jest obecnie wykorzystywana przez spore grono rzesze użytkowników. Nieumiejętne wprowadzenie tej usługi na pewno w wielu kręgach mocno zachwiało dobry wizerunek firmy.

Google Wave

Google Wave miał być sposobem na kolejną rewolucję w świecie internetowej komunikacji. Firma uznała, że mail jest już dość starą formą wymiany informacji i należy przyzwyczajać świat do nowego rozwiązania. Google Wave miał być integracją: poczty, serwisu społecznościowego i komunikatora internetowego. Wszystko w jednym miejscu; miało to być nowe narzędzie do komunikacji i współpracy on-line.

Premiera serwisu odbyła się w maju 2009 roku. Produkt ostatecznie dla większości internautów okazał się zbyt skomplikowany. Google uznaje się za jedną z najbardziej innowacyjnych firm na świecie, ale w przypadku Google Wave zbytni  przeskok technologiczny sprawił, że inicjatywa nie przyjęła się na dłuższą metę wśród użytkowników. Nadmierna ilość nowych opcji i informacji była źródłem klęski nowego produktu.

Znalazłem się wśród jednych z pierwszych użytkowników Google Wave i przyznam, że rozwiązanie to miało bardzo atrakcyjny interfejs, ale po kilku minutach zrezygnowałem z korzystania z niego. Ciężko było dostrzec dokładnie sprecyzowane przeznaczenie. W kwietniu 2010 roku Google na swoim blogu ogłosił, że ta jest ta forma komunikacji radykalnie różni się od tych, które dotychczas znano, oraz zaprzestaje jej rozwoju, jako samodzielnego produktu. Na uwagę zasługuje szybkość podjęcia decyzji o zaprzestaniu prac nad produktem. Nie spotkał się z potrzebami rynku, więc po 13 miesiącach od premiery zakończono nad nim prace.


Read More
1 2 3 4 5 6